Wyższe Seminarium Duchowne Księży Michalitów

3
Dlaczego ks. Prefekt odprawia Mszę Świętą o godzinie 4:30 w niedzielny – hmmm… trudno powiedzieć, że już – poranek? Dlaczego w kaplicy seminaryjnej jest tylko 8 kleryków i to wszyscy ubrani w strój niczym nie przypominający sutanny ale raczej ekwipunek górski? I co robią te wszystkie plecaki przy furcie?! Ano właśnie tak rozpoczął się dla nas dzień niedzielnej przygody, której na imię: Tatry.
Z inicjatywy jednego albo dwóch kleryków (ale należy tu wymienić tylko nazwisko kl. Piotra Dąbrowskiego) rozsiany został po seminarium pomysł jednodniowego wypadu w góry. Widocznie padł on na podatny grunt, skoro w  efekcie końcowym pojechał nas cały seminaryjny bus, w którym nie było nawet jednego miejsca wolnego. Szczególnie cieszyliśmy się entuzjazmem, który dla tej inicjatywy wykazał ks. Prefekt, w którego wielkim sercu z całą pewnością zaszczytne miejsce zajmuje miłość do gór. A tego entuzjazmu nie zgasiły nawet bardzo niewesołe prognozy pogodowe, które skutecznie ostudziłyby zapał nie jednego śmiałka. Takim oto sposobem już o godzinie 5 rano dnia 9 października byliśmy w drodze w kierunku Zakopanego. A o godzinie 7 zasznurowaliśmy mocniej buty i wyruszyliśmy tam, gdzie bliżej nieba. Dwaj bracia bardziej głodni chodzenia po górach i dysponujący poważniejszym ekwipunkiem wybrali się na bardziej wymagający odcinek a ci, którym podejście na Kasprowy Wierch w śnieżnych warunkach wystarczyło, dla zdobycia satysfakcji z siebie i pięknych widoków mieli również okazję odwiedzenia braci Albertynów oraz siostry Albertynki zamieszkujące opodal. Rozbieżność w „głodach” pod koniec dnia chyba nie grała roli, skoro przed wyjazdem wszyscy spotkaliśmy się w jednej pizzerii?
Dlatego też pełni zarówno zmęczenia, cudownych wrażeń, satysfakcji, męskiej przygody oraz pizzy wracaliśmy do Krakowa. Dużo w tym prawdy, że „człowiek z gór wraca lepszym.” Podobną sztukę mieliśmy okazję powtórzyć również 11 listopada, bo skąd rozciągają się najlepsze widoki na naszą Ojczyznę jeśli nie z polskich gór?